Praprzyczyną wszystkiego przeważnie bywa frustracja tym, co kryje się pod pojęciem „szkoła”. I jest to w pewnym sensie oczywiste, bo gdyby ktoś znalazł szkołę idealną, nie zastanawiałby się nad alternatywą. Według mnie jednak, tym co powinno zapoczątkować myśl o podjęciu nauki w domu, jest bezpośrednio chęć dziecka. Poza frustracją szkolną, poza możliwościami i chęciami rodziców, conditio sine qua non jest to, czy dziecko CHCE uczyć się w domu. Bez tej indywidualnej, zdecydowanej chęci, całe przedsięwzięcie wydaje się być nierealne. Owszem, odnosi się to bardziej do dzieci, które się ze szkołą zetknęły i zdecydowanie wolą dom. Jednak po każdym zaliczonym poziomie edukacji wszyscy zainteresowani powinni odpowiedzieć sobie na pytanie o chęci, możliwości i motywację do dalszej nauki w domu. Do tego tematu jeszcze wrócę.

Jeśli nasze dziecko chce uczyć się w domu, przed nami ciekawa przygoda urzędniczo – biurokratyczna pod tytułem „Poradnia pedagogiczno – psychologiczna”, z której potrzebujemy opinię na piśmie o naszym dziecku, którą dołączymy do wniosku składanego do szkoły. Po kiego ta opinia, tego nikt nie wie. Jej konieczność byłaby uzasadniona w przypadku dziecka niepełnosprawnego, by miało zapewnione odpowiednie podejście na egzaminie, o czym pisał już dr Budajczak. Natomiast w każdym innym przypadku wydaje się to zbędne, nic nie wnosi do sprawy, o niczym nie decyduje [bo nie ma prawa decydować, choć tak się niektórym pedagogiczkom-urzędniczkom wydaje], a niepotrzebnie wydłuża proces przechodzenia na ED.

Jak już pisemko owo posiadamy, kierujemy wniosek do dyrekcji szkoły, do której dziecko jest zapisane, do której jest przydzielone wg zameldowania, lub do której chcemy dziecko przypisać, dodajemy pisemne oświadczenie o zapewnieniu dziecku warunków do nauki i pisemne zobowiązanie do podejścia do egzaminów kończących kolejną klasę, na podstawie których szkoła wystawi dziecku świadectwo. Przypomnę, że po ostatniej nowelizacji odnośnej ustawy nie obowiązuje już termin 30 maja dla składania wniosku.

I tyle. Czasem trzeba się jeszcze rozejrzeć za dyrekcją skłonną przyjąć wniosek, ale pecunia non olet, czyli każdy zapisany uczeń, to dotacja dla szkoły, więc nie trzeba rozglądać się zbyt długo.