100 % ludzi w Polsce posiada umiejętność czytania i pisania - 98% nie wie w jakim celu. Jj

 

Wiarygodność medycznych prac naukowych jest coraz mniejsza. Prowadzone od kilkunastu lat oceny prac naukowych, zawartych w czasopismach medycznych, nie napawają optymizmem. Na prawie 6000 przeanalizowanych prac naukowych, jakie ukazały się na całym świecie w okresie jednego kwartału, aż 67% spośród nich było wykonanych błędnie i nie powinny się w ogóle ukazać. Jeszcze gorzej wygląda analiza wycofanych prac, rejestrowanych przez  Pub Med. Na 2047 wycofanych prac biomedycznych i medycznych, aż 67,4% wycofano z powodów nadużyć finansowych, lub uzasadnionych podejrzeń nadużyć finansowych [ 43.4%]. Z powodu powielania prac wycofano 14.2%, a z powodu oczywistych plagiatów aż 10%. Odsetek publikacji wycofanych z powodu oszustw wzrósł o 1000% w okresie od 1975 roku do 2005.. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że większość przypadków nadużyć obejmowała badania wykonane w prestiżowych instytucjach i publikowane w czasopismach z wysokim Impact Factorem, tzw. recenzjonowanych. W tej sytuacji staje się oczywistym, że niektórzy “sławni” naukowcy do perfekcji doprowadzili  fabrykowanie i fałszowanie danych.

 


http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed


http://www.cochrane.org/cochrane-reviews


http://pl.wikipedia.org/wiki/Impact_factor

 

Przy tej ilości światowych publikacji, przeciętny lekarz nie jest w stanie nie tylko zapoznać się z nimi, nawet przy pomocy internetu, ale nie jest nawet w stanie przeczytać prac naukowych związanych ze swoją specjalizacją i drukowanych w swoim kraju. Tak więc jest rzeczą zrozumiałą, że po pierwsze, jego wiedza ogólnomedyczna po ukończeniu studiów generalnie maleje, po drugie, poddaje się usilnej indoktrynacji reklam przemysłu farmaceutycznego i technik medycznych. To postępowanie uwalnia bowiem lekarza od odpowiedzialności za ewentualne błędy. Przecież postępował zgodnie z wytycznymi, instrukcją, etc.

 


http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=4863&Itemid=53

 

Obrazem takiego stanu rzeczy mogą być reminiscencje z prestiżowej konferencji, gdzie lekarze z pewnym doświadczeniem, z dużego ośrodka akademickiego, przedstawiając pracę opartą na badaniach usg, nie byli w stanie podać ograniczeń technicznych aparatury związanych z długością fali mechanicznej i mocą głowicy. Praca była przedstawiana bardziej jako reklama producenta, aniżeli pomoc diagnostyczna dla lekarza.

Istnieje więc coraz większa obawa, że publikowane wyniki badań będą fałszywe, szczególnie w modnych i dochodowych tematach. Takimi tematami są onkologia,  że względu na  tragiczne rokowanie oraz genetyka ze względu na zainteresowanie wojskowe, jako potencjalna broń biologiczna. Z jednej strony nie powinno to nikogo dziwić, ponieważ stworzony przez wielkie firmy system punktacji naukowców i ich prac, wprowadzony w życie przez usłużnych urzędników rozmaitych instytucji państwowych i samorządowych, wyraźnie służy takiemu nieetycznemu działaniu. Od kiedy pracownik naukowy jest oceniany nie za wynik swojej pracy, ale za liczbę otrzymanych punktów, jego wysiłek skierowany jest na zdobywanie tych punktów, a nie na rozwiązywanie problemów naukowych. Tym bardziej, że wprowadzony system grantów uniemożliwia publikację wyników negatywnych dla danej instytucji. Jest rzeczą obojętną, czy naukowiec bada skuteczność jakiegoś postępowania w ramach zdrowia publicznego, czy testuje nowy lek, wyniki negatywne nie są od ponad 30 lat publikowane, ponieważ uniemożliwiłyby danej palcówce otrzymanie kolejnych grantów.

Problem nasila się w Polsce od 1990 roku, w związku z przejęciem czasopism medycznych przez przemysł farmaceutyczny, żyjący głownie z reklam leków. Żadna praca naukowa, oceniająca negatywnie jakiś lek, lub metodę postępowania, nie może być publikowana; zazwyczaj po cichu jest to zastrzegane w reklamie zamawianej przez przemysł. Reklamy stanowią ponad 30 % objętości czasopism medycznych. Jak przyznał Richard Smith, były naczelny redaktor British Medical Journal, tego samego czasopisma, które opracowało nagonkę na dr A. Wakefielda, co okazało się olbrzymim fałszerstwem, aż dwie trzecie, do trzech czwartych prac publikowanych w takich czasopismach, jak Annales of Internal Medicine, Journal of AMA, Lancet, czy New England of Medicine, są finansowane przez przemysł farmaceutyczny.  Redakcje bronią się pytaniem, czy mają przyjąć 100 000 dolarów na sponsorowany artykuł, czy zwolnić pracownika.

Przemysł wykorzystuje wiarę w obiektywność lekarzy do granic możliwości. Lekarze bronią się naiwnie, że bez względu na to, czy lekarstwo zabiło10, czy 1000 pacjentów, to skutki pozytywne przeważają nad negatywnymi. Tak było w przypadku leku przeciwbólowego VIOXX. Dzięki temu lekowi zginęło więcej Amerykanów  [ponad 60 000], aniżeli w działaniach wojennych w Wietnamie [48 000]. Tak jest ze szczepieniami przeciwko rzekomemu rakowi szyjki macicy szczepionką Gardasil.

Od 1997 roku prawie 50 % artykułów publikowanych w New England Journal of Medicine zostało napisanych przez ludzi, którzy pracowali dla producentów leków, lub otrzymywali środki na finansowanie badań. Jeszcze gorzej wygląda sprawa w Polsce, ponieważ takie czasopisma, jak Medycyna Praktyczna, z wszelkimi odmianami, tylko kopiują artykuły z czasopism zagranicznych, dodając tzw. polskich, własnych komentatorów. Już 40 % rynku badań leków przejęły firmy prywatne, nie mające ani bazy, ani kadry do prowadzenia takich badań. Przykładem jest słynna sprawa zgonów bezdomnych w Grudziądzu, na skutek przeprowadzania na nich testów szczepionki przeciwko grypie, czy też sprawa badania szczepionek na dzieciach przez ośrodek krakowski bez ich dodatkowego ubezpieczenia. Pozwoliło to w istotny sposób obniżyć koszty testowania. Kto zagarnął zaoszczędzone pieniądze, nie wiadomo, ale nawet Komisja d/s Etyki przy Ministerstwie Zdrowia nie chciała zainteresować się tematem [2009r].

 


http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/testowali-szczepionki-na-bezdomnych,91504.html


http://www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090406/REGION/934301279


http://www.wprost.pl/ar/133225/Akt-oskarzenia-za-nielegalne-testowanie-szczepionek/

Jak podaje Wall Street Journal, aż 330 000 000 dolarów jest przeznaczanych przez firmy farmaceutyczne na reklamy skierowane do lekarzy. Można mieć 100 % pewności, że czasopisma żyjące z reklam przemysłu farmaceutycznego nie opublikują ŻADNEGO artykułu sprzecznego z interesem tych firm. Nie na próżno platynowym sponsorem Medycyny Praktycznej jest GSK, znany producent szczepionek, a złotymi, pozostali czterej producenci szczepionek.

Powszechnie znanym  jest fakt sponsorowania, czyli opłacania “sympozjów naukowych” przez przemysł farmaceutyczny. Jak ujawnił NEJM w 1992 roku, na  625 sympozjów, aż 42% było opłacanych przez przemysł. Większość tych “dotacji” jest przekazywana pod płaszczykiem pokrywania kosztów druku publikacji, wynajmu sali, etc.

 


http://www.polishclub.org/2012/10/31/dr-jerzy-jaskowski-lekarze-ostrzegaja-chcesz-zachorowac-szczep-sie-przeciwko-grypie-nie-chcesz-chorowac-nie-szczep-sie-czesc-iii/


http://www.polishclub.org/2012/10/23/dr-jerzy-jaskowski-lekarze-ostrzegaja-jak-nie-kijem-to-palka-dzialania-sekty-wakcynologicznej-szczepionkarskiej/


http://www.polishclub.org/2012/10/13/dr-jerzy-jaskowski-kongres-wakcynologw-czy-spotkanie-handlowcw-argument-sily-czy-sila-argumentw-pogrobowcy-nauki-czesc-ii/

 

Stworzono nawet specjalne pojęcie “ghostwriter”, czyli autor-duch, na oznaczenie lekarzy, podpisujących za odpowiednim wynagrodzeniem gotowe, dostarczane przez przemysł prace. Taki “duch” ma podwójną korzyść: dostaje do kieszeni wynagrodzenie, tajne co do wysokości, a praca jego jest publikowana w najlepszym wysokopunktowym czasopiśmie, nazwisko staje się sławne i ma większe możliwości nie tylko otrzymania kolejnego grantu, ale też bycia wybranym do rozmaitych komitetów “naukowych”. Gazeta Wyborcza podała, że w ten sposób jeden z lekarzy gdańskich w okresie 2 lat zarobił koło 40 milionów złotych, testując rzekomo 75 prac z lekami.

 


http://en.wikipedia.org/wiki/Ghostwriter


http://m.wyborcza.biz/biznes/1,106501,11935770,Testy_lekow_mniej_tajne.html


http://www.fakt.pl/Nowy-portal-firm-farmaceutycznych,artykuly,163522,1.html


http://elzbietawypych.blog.onet.pl/Szokujacy-Raport-NIK-o-szpital,2,ID475860619,RS1,n

 

Taki system “finansowania” czasopism medycznych trwa od początku XX wieku. Jak ujawniła analiza 250 czasopism z tego okresu, tylko jedno utrzymywało się ze składek prenumeratorów. W Polsce sprawa “finansowania” czasopism medycznych przez przemysł, z blokadą publikacji niezależnych, zaczęła rozwijać się w błyskawicznym tempie po roku 1990. Firmy doskonale wiedzą, że zarabiają na swoich “lekach” tylko wtedy, kiedy lekarze je przepisują. A lekarze najczęściej przepisują to, co sobie chory życzy, ponieważ uwalnia ich to od długiego i męczącego tłumaczenia pacjentowi powodów odmowy przepisywania reklamowanego leku.

 

Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego lekarze i pacjenci tak łatwo dają się nabierać? Jest kilka powodów takich zachowań z jednej i z drugiej strony:
1.    Wprowadzane od 1974 roku kolejne reformy oświaty w Polsce mają tylko i wyłącznie jeden cel, mianowicie obniżenie poziomu edukacji. Eliminuje się nauki ścisłe, logikę. Precedens ten nasilił się po roku 1990.

2.    Jeżeli “ekspert”, czyli zawodowy dezinformator, w dodatku z tytułem profesora, przygotowuje jakąś pracę naukową, to znając mechanizmy pisania takich prac, łatwo dobierze dane liczbowe uzasadniające taki, a nie inny wniosek. W pracy natomiast eksperymentalnej nie da się z góry założyć wniosków. Wyniki są nieprzewidywalne, a bardzo często w pierwszej fazie nielogiczne. Takie nielogiczne wyniki zamykają automatycznie dalsze finansowanie pracy.

3.    Obniżanie zarobków jednoetatowców zmusza lekarzy do pracy na kilku etatach. Powoduje to narastanie zmęczenia i unikanie dokształcania się.

4.    Gwałtowny wzrost kosztów książek i czasopism medycznych. Stały się one doskonałym źródłem zysku dla przedsiębiorcy, a nie źródłem informacji naukowej dla lekarza.

5.    Wprowadzenie systemu punktacji zawodowej lekarzy, przy zupełnie dowolnym kryterium ich przyznawania. Na przykład uczestnictwo w szkoleniach organizowanych przez przemysł farmaceutyczny bywa wyżej punktowane, aniżeli szkolenie prowadzone przez stowarzyszenia. Łączenie szkoleń naukowych z reklamami produktów farmaceutycznych i oczywiście poczęstunkiem, plus gadżety. Przetłumaczenie pracy zachodniej jest wyżej punktowane, aniżeli własne badania, co spowodowało praktycznie zanik pisania prac przez młodych lekarzy.

6.    Utrzymywanie systemu feudalnego specjalizacji. Młody adept musi powtarzać metody propagowane przez danego profesora. Innych nie wolno się nawet uczyć. Pamiętam permanentny spór dwóch znanych chirurgów gdańskich, jaka metoda leczenia wrzodów żołądka jest lepsza: wagotomia z pyloroplastyką, czy resekcja modo Rydgier. Żadnemu nie przyszło do głowy przeprowadzenie w celu  rozwiązania sporu  oceny wyników swoich operacji, na przykład poprzez badanie stanu zdrowia operowanych chorych po 5, czy 10 latach.

 

Kłamstwa medyczne i nie tylko są natomiast tworzone na zamówienie przez wybitnych “ekspertów” w swoich dziedzinach. Są pewnego rodzaju dziełami sztuki, pisanymi językiem prostym, jasnym i zrozumiałym przez adresatów. Na sprzedaży kłamstw zarobiono fortuny. Dzięki temu, czasami finansuje się uniwersytety, biblioteki, teatry.
Jak do tej pory nikt nie zbił fortuny na publikacji prawdy! Kłamstwa są bardziej wartościowe. Czy ktoś kiedykolwiek słyszał o przekupywaniu świadka, aby powiedział prawdę?

Generalnie społeczeństwa są przyzwyczajane do słuchania kłamstw, głoszonych głównie przez dziennikarzy i polityków. Jeżeli nagle ludzie słyszą prawdę, to zaczynają wątpić w to, co się stało. Dlaczego on nagle mówi prawdę? Jest to podejrzane…

Wszystkie obecne prace opierają się na heurystyce zakotwiczonej i dostosowanej. Autorzy publikacji przyjmują jakąś informację za prawdziwą i starają się tak ustawić eksperyment, aby ona potwierdziła ich założenie. To nic, że metoda takiego wnioskowania została dawno obalona. Jest ona wygodna dla otrzymania określonych, niezbędnych do sprzedaży preparatu,  wyników badań.

 


http://pl.wikipedia.org/wiki/Heurystyka_dostępności

 

Takie postępowanie na zasadzie: “mów mi do ręki nie do ucha”, sprowadzone do nas z Azji, w obecnym czasie najzwyczajniej się opłaca obu stronom.  Firmy farmaceutyczne gwałtownie zwiększają wydatki na reklamę. Tylko w okresie 3 lat, tj. od 2000 roku z 2.5 miliarda, do 3 miliardów dolarów w 2003 roku. O ile na reklamę leków, skierowaną bezpośrednio do pacjentów, w roku 1990 wydano 55 milionów dolarów, to w 2003 roku kwota ta wzrosła aż do 3 miliardów dolarów, a więc ponad 50 razy. To z kolei powoduje, że sprzedaż 50 najbardziej reklamowanych leków w okresie 2 lat wzrosła 5-krotnie szybciej, aniżeli leków niereklamowanych.

Wyraźnie widać, że takie postępowanie najzwyczajniej się firmom opłaciło, ponieważ pacjenci wydali na leki około 500 miliardów dolarów, nie licząc dodatkowych 100 miliardów dolarów wydanych przez ubezpieczenia. Czyli na reklamy wydano nieco ponad 3 miliardy dolarów, a zarobiono 600 miliardów dolarów. W Polsce podobnie, chorzy wydają na leki ponad 17 miliardów złotych, a NFZ tylko 8.5 miliarda. A podobno w Polsce wszyscy są ubezpieczeni…

Firma Merck, wprowadzając na rynek preparat VIOXX, wydała na reklamę 160.8 miliona dolarów, ale zysk firmy z tego jednego leku wyniósł 1.5 miliarda dolarów. Czyli wynosił 1000%. Firma GSK wydała na reklamy ponad 430 milionów dolarów.

 


http://mediweb.pl/drugs/wyswietl.php?id=1246


http://www.drugs.com/vioxx.html


http://www.ryar.org/vioxx/

 

Skoro zysk firm zależy od podejścia lekarzy do sprzedaży tego, a nie innego leku, logicznym jest więc zmonopolizowanie ogółu lekarzy w coś, co prof. Tadeusz  Kotarbiński określił: “w więzach organizacji prawdę diabli wezmą”. Dzisiaj już mało kto pamięta, że lekarz, tak jak artysta był wolnym zawodem. Przez całe tysiąclecia lekarz odpowiadał tylko przed pacjentem. Jak umiał leczyć, to cieszył się szacunkiem, jak nie umiał, to znikał z danego rejonu. Taki stan rzeczy bardzo nie odpowiadał firmom produkującym leki, ponieważ chcąc sprzedać jakikolwiek preparat, trzeba było przekonać każdego lekarza z osobna, a to było zadaniem czasochłonnym i kosztownym.

Pomimo, że konstytucja USA nie zezwala na ograniczenia wykonywania zawodów, to już w 1806 roku wprowadzono w stanie Nowy Jork pierwsze licencje dla lekarzy. Oczywiście urzędnicy starali się to wytłumaczyć dobrem pacjenta, zapobieganiem rzekomej szarlatanerii, a nie chęcią otrzymywania łapówek. Nawet w 100 lat później laureat nagrody Nobla Milton Frieedman twierdził, „że dla dobra medycyny wszelkie licencje w dziedzinie służby zdrowia powinny być zlikwidowane. Poprzez bowiem przyznanie monopolu do konkretnego podejścia do opieki zdrowotnej i konkretnego postępowania w danej jednostce chorobowej, prawa licencyjne służą do zapewnienia nieskuteczności opieki medycznej, wymuszając brak konkurencji, a więc rozwoju medycyny.”

To tak oczywiste stwierdzenie szybko zostało zamiecione pod dywan.

 


http://pl.wikipedia.org/wiki/Tadeusz_Kotarbiński


http://pl.wikipedia.org/wiki/Wolny_zawód

 

W pierwszej połowie XIX wieku każda ustawa, próbująca ograniczyć służbę zdrowia, była odrzucana przez ustawodawców. Oni rozumieli skutki ograniczania konkurencji. Jednak jak powiedział D. Rockefeller: “konkurencja jest grzechem” i zaczął swoimi metodami likwidować konkurencję w służbie zdrowia.

J. D. Rockefeller wpadł na pomysł zrzeszenia lekarzy w związek. W ten sposób w 1847 roku powstał Amerykańskie Stowarzyszenie  Lekarzy – AMA. Głównym celem AMA było zunifikowanie wykształcenia lekarzy i podwyższenie zarobków. Głównym programem działania AMA było wymuszenie na rządzie egzekwowania medycznego monopolu, czyli likwidację konkurencji metodami administracyjnymi. Dalsze działania polegały na unifikacji procesu nauczania w szkołach medycznych. Każda szkoła, która nie podporządkowała się zaleceniom, była pozbawiana dotacji. W ten sposób starano się zlikwidować homeopatię, czy tez osteopatię. W owym czasie było to bardzo trudne, ponieważ w czasie epidemii cholery w 1849 roku homeopaci stracili tylko koło 3 % swoich chorych, a “naukowi” medycy 20 razy więcej. Oliwy do ognia dolała następna epidemia żółtej febry w południowych stanach w 1878 roku. Homeopaci tracili trzy razy mniej chorych, aniżeli lekarze licencjonowani z AMA. Należy pamiętać, że licencjonowani doktorzy w owym czasie uważali za naukowe leczenie puszczanie krwi, nawet dzieciom. I to tym więcej krwi puszczano, im bardziej człowiek był chory. Niestety, homeopaci nie zjednoczyli się i w rezultacie przegrali.

D. Rockefeller zainwestował w przemysł farmaceutyczny, a jak sam powiedział, konkurencja jest grzechem. Zapadł wyrok na homeopatię. Pierwszym “lekiem”, na którym zarabiał D. Rockefeller, była ropa, sprzedawana jako najlepszy środek na raka, po 35 dolarów za butelkę, podczas kiedy galon [około 4.5 litra] kosztował kilka centów. Nie wdając się w szczegóły, Rockefeller porozumiał się z McCormackiem, sekretarzem d/s Zdrowia Stanu Kentucky i opracowano plan. W 1904 roku otworzono Radę Edukacji Medycyny, a w 1906 Food and Druck Act został wydany. Dalsze działania poszły w tym samym kierunku. Kolejno opracowano: Komitet d/s Legislacji Medycyny, Radę d/s Farmacji i Chemii, Radę d/s Edukacji Medycyny na Stany Zjednoczone. Podzielono szkoły na kategorie i finansowano tylko te, które realizowały program Rady. Do interesu dołączyła się Fundacja Carnegy, ze swoimi olbrzymimi zasobami finansowym. Simon Flexner, dyrektor Instytutu Medycznego Rockeffelera, zaproponował swojego brata Abrahama, na wizytatora uczelni, sprawdzającego realizację programu Rady.

 


http://www.ama-assn.org/


http://pl.wikipedia.org/wiki/Andrew_Carnegie


http://portalwiedzy.onet.pl/55551,,,,carnegiego_fundacja,haslo.html


http://vaccgenocide.wordpress.com/tag/fundacja-carnegie/


http://bs.sejm.gov.pl/F?func=find-b&request=000031107&find_code=SYS&local_base=BIS01

 

Jako swojego plenipotenta, Rockeffeler wyznaczył Frederica Gatesa. Gatek, dziwnym zbiegiem okoliczności, dotacje rzędu 300 – 400 milionów, przeznaczał tylko dla właściwych uczelni. Flexner w błyskawicznym tempie 90 dni ocenił aż 69 uczelni i po porozumieniu z Gatesem ustalił ich wartość. Po kilku latach od opublikowania raportu Flexnera, liczba szkół medycznych w USA spadła z 650 do 50, ale te właściwe wszystkie zostały. Jeżeli lekarz nie ukończył szkoły zatwierdzonej przez Flexnera, nie mógł otrzymać pracy. Wszystkie uczelnie homeopatyczne zostały zamknięte. Organizacje kościelne i dobroczynne były atakowane przez AMA pod byle pretekstem, za udzielanie bezpłatnych porad.

I tak po pierwszej wojnie światowej powstał na terenie USA monopol Instytutu Rockeffelera [The Rockefeller Institute for Medical Research]. Instytut ten w 1925 roku zawarł porozumienie z IG Farben w sprawie nie tworzenia konkurencji.

 


http://en.wikipedia.org/wiki/Frederick_Taylor_Gates


http://en.wikipedia.org/wiki/Rockefeller_University

 

Podobnie w Polsce, każdy lekarz musi nie tylko ukończyć uczelnię medyczną, co jest zrozumiałe, ale po ukończeniu uzyskać certyfikat. Uczelnie posiadają centralny program nauczania, zatwierdzany przez ministerstwo. W okresie ostatnich 20 lat uczelnie przeszły olbrzymie przeobrażenie. Zminimalizowano liczbę godzin zajęć teoretycznych praktycznie do minimum, a całkowitą liczbę godzin nauki o prawie 1000. Także wydawane podręczniki mają zmieniony zakres. Dawniej 60 % objętości podręcznika zajmował opis danej jednostki chorobowej, a następnie opis badań, jakie należy wykonać, aby potwierdzić daną chorobę, lub ją wykluczyć oraz w jaki sposób należy leczyć. Obecnie opis objawów to jakieś 5% objętości podręcznika, a 60%  to opis badań, jakie należy przeprowadzić. Czyli w takim rozbudowaniu systemu chodzi przede wszystkim o generowanie kosztów, czyli naciąganie chorych.

Ta monopolizacja ma jeden jedyny cel -  zmniejszenie konkurencji i narzucenie jedynej wartościowej, czyli swojej, metody leczenia. Przykładem są ostatnie epidemie grypy. Stworzono nawet odpowiednią specjalizację w  tym celu – ZDROWIE PUBLICZNE,  ale o tym innym razem.

 


http://www.naturalnews.com/023606_AMA_the_medicine.html


http://www.naturalnews.com/008845_American_Medical_Association_the_AMA.html


http://www.naturalnews.com/025428_medicine_FDA_drug.html


http://www.naturalnews.com/012291_unnecessary_surgery_hysterectomies.html


http://www.naturalnews.com/036622_prostate_cancer_surgery_mens_health.html


http://www.naturalnews.com/034411_bariatric_surgery_warning_fatalities.html


http://www.naturalnews.com/019324_bariatric_surgery_unnecessary.html


http://www.naturalnews.com/038034_vaccines_children_health_risks.html

 

Opisane powyżej zmiany społeczno-polityczno-gospodarcze, zastosowane w Ameryce względem medycyny, dopracowane do perfekcji, zostały po 1990 roku wprowadzane w krajach tzw. demoludu. Kraje RWPG były zdominowane przez Sowiecki Sojuz i to, jak w każdym kraju totalitarnym, wprowadzało pewien strach administracji przed samowolą. Każde towarzystwo medyczne miało swoje wydawnictwo i młodzi lekarze, przed zdaniem egzaminu specjalistycznego, musieli mieć przynajmniej dwie publikacje drukowane. Chodziło po prostu o naukę umiejętności obserwacji i opisania zaobserwowanego zjawiska. Należy pamiętać, że przed II Wojną Światową polska medycyna była wysoko notowana, a po powrocie ludzi z emigracji jeszcze wyżej. Niestety, wysoki poziom wiedzy krajowców, wcale nie był na rękę zachodnim koncernom i już od czasów genseka Gierka, zaczęto mieszanie w edukacji, poprzez zasadnicze obniżanie poziomu nauki przedmiotów ścisłych, fizyki, chemii, matematyki, a nawet historii, czy geografii. Polska jest chyba jedynym krajem na świecie, który nie ma katedry, czy instytutu geopolityki!!! I co najciekawsze, tzw. jelitom rządowym nic to nie przeszkadza.

Tak więc po rzekomych zmianach politycznych w 1989/90 r., przygotowanych przez zachód, koncerny przystąpiły do działań. Pamiętam jak koło 995/6 roku, specjalni wysłannicy Brukseli, w czasie wizytacji AMG, [a podobno byli to wysokiej klasy specjaliści] zadawali pozornie niewinne pytania: „A po co lekarzowi zasady termodynamiki, czy wiedza na temat ładunków elektrycznych”. Bez komentarza.

 

Można dokładnie prześledzić działania tego monopolistycznego systemu na przykładzie Polski. Po przemianach w latach 1989/90 z radością przywitano tworzenie Izb Lekarskich. Sam, jako delegat na pierwszy założycielski zjazd, byłem pełen optymizmu. Jednakże już w tamtym okresie można było zaobserwować dziwne działania administracji z jednej strony i przemysłu z drugiej strony. Administracja chciała przerzucić wszelkie sprawy biurowe na Izby Lekarskie, a przede wszystkim obciążyć kosztami lekarzy, przy zachowaniu kontroli nad edukacją lekarzy i mieć wpływ na kierunki rozwoju samorządu.

 


http://www.nil.org.pl/dzialalnosc/o-samorzdzie-lekarskim

 

Przemysł chciał poprzez tworzenie specjalnych grup eksperckich mieć wpływ na ordynowanie przez lekarzy “odpowiednich” leków. Lekarz nie miał prawa zmieniać ani dawkowania, ani celu leku, musiał postępować według instrukcji. W ten sposób z wolnego zawodu starano się uczynić posłusznych wykonawców i sprzedawców preparatów. Zlikwidowano jednocześnie instytucję monitorującą powikłania po lekach. Znam oburzenie lekarzy, kiedy to Sejm uchwalił Ustawę o Izbach Lekarskich, przymuszając wszystkich lekarzy do gromadnego zapisywania się. Przecież istniejąca wtedy i obecnie Konstytucja mówi wprost o wolności zrzeszania się. Czyli istnieje wolność zrzeszania się, ale wszyscy muszą być w Izbach. Typowa schizofrenia prawnicza. Musi być kontrola rządowa. Koniec kropka. Osobiście znam tylko jednego lekarza, z miasta Łodzi, który chcąc przestrzegać  prawa w Polsce, nie zapisał się do Izby. Dla świętego spokoju, aby nie powodować reakcji lawinowej, nie poruszano jego sprawy na forum publicznym, podobnie jak obecnie nie porusza się sprawy Islandii i jej przemian ekonomicznych.

Po kilkunastu latach istnienia takiej schizofrenii prawnej znalazły się Izby Lekarskie, wyciągające korzyści materialne  z takich przepisów. Znany jest przykład takiej nowej rady, która w oparciu o tą niekonstytucyjną ustawę, nasyła komornika na lekarzy, którzy nie płacą składek. W każdym stowarzyszeniu obowiązuje praktyka, że jak ktoś nie płaci składek, to się go skreśla z listy członków stowarzyszenia. A tutaj domorośli nowoedukowani europejczycy, zamiast skreśleń przysyłają komornika. Czyli od razu widać, o co w tym wszystkim chodzi. Pieniądze i rząd dusz. Przecież z góry wiadomo, że żaden lekarz nie odda sprawy do sądu, ponieważ nie ma na to czasu. W POlsce najprostsze sprawy załatwiane poprzez sądy, to kilka lat straconego czasu, a poza tym taka izba ma tysiące sposobów, aby znokautować takiego odważnego. Wiedzą, że przykład może być zaraźliwy. Ot taka profilaktyka, na wszelki wypadek, aby nikomu do głowy nie przyszło samodzielne myślenie.

 


http://prawo.legeo.pl/prawo/ustawa-z-dnia-2-grudnia-2009-r-o-izbach-lekarskich/


http://monitorpolski.wordpress.com/2011/08/03/islandia-modelem-odnowy-dla-europy/


http://orientantyk.salon24.pl/


http://dziennikarze.nowyekran.pl/post/65896,zapraszamy-na-wyjatkowa-konferencje-ekonomiczna

 

W ten prosty sposób, pod pozorem samorządów, skoszarowano wszystkich lekarzy. Obecnie lekarz nie tylko musi ponosić koszty utrzymania Izby, ale i przestrzegać wszelkich zaleceń i poleceń, nie mając ŻADNEGO wpływu na nie, co wykazały choćby ostatnie negocjacje z Narodowym Funduszem. Wystarczy także zapoznać się z Biuletynami Izb Lekarskich – przeważają tam reklamy koncernów farmaceutycznych, ponieważ jest to dochód, ale dla kogo? Żadnego artykułu krytycznego o leku, czy metodzie postępowania lekarz umieścić tam nie może!

Historia się powtarza.

 

Jaki to ma związek z  tematem artykułu, czyli z cukrzycą?  Bardzo istotny. Jak podano, miesiąc listopad jest miesiącem poświęconym chorym na cukrzycę. Zarówno w prasie ogólnej, jak i specjalistycznej, pokazała się duża liczba artykułów dotyczących cukrzycy. Podaje się objawy cukrzycy, reklamuje się ośrodki, w których można dokonać badań cukru, reklamuje się glukometry. Szeroko nagłaśnia się osiągnięcia diabetologów, czyli specjalistów od cukru. Dla lekarzy organizuje się szkolenia i konferencje. Jak zwykle, przodują czasopisma będące reklamą przemysłu farmaceutycznego.

 


http://www.rynekzdrowia.pl/Uslugi-medyczne/Swiatowy-Dzien-Cukrzycy-niestety-czesto-leczymy-jak-za-dawnych-lat,125183,8.html

 

Wszystkie prace są pisane podobnie, czyli według jednego schematu, który ma unaocznić problem, czyli przestraszyć potencjalnych chorych. Najpierw podaje się nie wyniki badań, tylko modne ostatnio pojęcie “szacunki ekspertów”. Co prawda nikt nie wie jakich ekspertów, czy od marketingu, czy od public relations. W tym aspekcie należy podejść do ogłoszenia listopada miesiącem walki z cukrzycą,  jako do próby wywołania epidemii  masowego strachu przed cukrzycą i  nalotu potencjalnych klientów do laboratoriów i sklepów, oferujących różnego rodzaju gadżety, związane z tą chorobą. Najpierw wymienieni eksperci podają “szacunkową” liczbę chorych, określając ją zawsze w milionach, czy też setkach milionów, żadnej podstawy ku temu nie podając. Z kolejnych zdań dowiadujemy się, że to dotyczy albo Afryki albo Azji. No i znowu mamy problem. Jeżeli wiedza eksperta jest taka, że nie umie posługiwać się pojęciem państwa, a przecież czy to Afryka, czy Azja, to jest tam kilkadziesiąt państw, o zupełnie różnym standardzie życiowym, to jaka jest jego wiedza dotycząca cukrzycy? Takie bezmyślne żonglowanie pojęciami jest podobne do próby porównania na przykład zdrowia Szwedów i Albańczyków i twierdzenie, że to taki sam poziom ekonomiczny, czy higieniczny. W pracach tych nigdy nie spotkałem się z rzeczowymi danym statystycznymi. Zawsze ich autorzy stosują pojęcie: “szacunkowe” dane.

W Medycynie Praktycznej 19.05 2011  w artykule pt. „Rozpoznanie i leczenie cukrzycy u dzieci i młodzieży”, znajdujemy dane:  „Oszacowano, że dzieci na świecie  [0-14] jest 1.8 miliarda, a 0.02% choruje na cukrzycę tj.  niemal 440 000 i co roku rozpoznaje się 70 000 nowych przypadków. Najczęstszą przyczyną śmierci dzieci chorych na cukrzycę jest brak dostępu do insuliny.” Ani słowa ile chorych jest w jakichkolwiek krajach europejskich, podobnych do Polski. W kolejnym akapicie wspomnianej pracy powtarza się obowiązujące zasady pisania prac naukowych tak, aby u czytelnika wyrobić przekonanie, że ta właśnie praca jest pisana zgodnie z tymi zasadami. Potem przechodzi się do sprawy handlu insuliną i kończy wnioskami:

Autorzy mają nadzieję, że przedstawione wytyczne zostaną wykorzystane:
1.    Na “uświadomienie rządzącym, pracownikom publicznego systemu opieki zdrowotnej, poważnych odległych następstw źle leczonej cukrzycy.

  1. W celu pomocy poszczególnym osobom…zgodnej z zaleceniami ekspertów.”

 

Leczenie cukrzycy to doskonały interes, ponieważ już w 2010 roku wydano na to 105.5 miliarda euro, a prognozowane wydatki służby zdrowia w 2030 roku, pomimo nadciągającego kryzysu, będą wynosiły 124.6 miliarda euro. Jest więc o co walczyć.

 

Diabetologia – postępy 2009  – Opublikowano w:Medycyna Praktyczna 2010/

Postępy w diabetologii dziecięcej w 2009 roku – Opublikowano w: Medycyna Praktyczna Pediatria 2010/05

Jaka jest względna skuteczność i bezpieczeństwo leków stosowanych w cukrzycy typu 2?

Opublikowano w: Medycyna Praktyczna 2011/05

Cukrzyca typu 2 u dzieci i młodzieży – Opublikowano w: WS – 2010/04 Medycyna Praktyczna Pediatria: Rozpoznawanie i   leczenie cukrzycy u dzieci i młodzieży

Zalecenia kliniczne Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego dotyczące postępowania u chorych na cukrzycę w 2011 roku – gdzie zaszła zmiana?  – Opublikowano w: Medycyna Praktyczna 2011/03 WS – 2011/01 Medycyna Praktyczna: Diabetologia i endokrynologia

Rozpoznawanie i leczenie cukrzycy u dzieci i młodzieży – Wprowadzenie – Opublikowano w: WS – 2010/04 Medycyna Praktyczna Pediatria: Rozpoznawanie i leczenie cukrzycy u dzieci i młodzieży

Leczenie hiperglikemii w cukrzycy typu 2 – podejście zindywidualizowane. Stanowisko American Diabetes Association i European Association for the Study of Diabetes 2012 -  Opublikowano w:Medycyna Praktyczna 2012/07

Leczenie farmakologiczne hiperglikemii w cukrzycy typu 2 – uzgodniony algorytm rozpoczynania i modyfikacji terapii. Uzgodnione stanowisko American Diabetes Association i European Association for the Study of Diabetes  -  Opublikowano w: Medycyna Praktyczna 2009/02

 

Tylko przedstawione w tabeli, w w/w pracy, zasady pisania prac naukowych, na pierwszym miejscu wiarygodności wymieniają prace, oparte na badaniach randomizowanych, z odpowiednią mocą statystyczną. Opinie tzw. ekspertów znajdują się na ostatnim miejscu, praktycznie jako mało wartościowe, szczególnie w sytuacji nie podawania do publicznej wiadomości zasad tworzenia tych grup eksperckich. Czyli mówiąc krótko, kto finansuje takich ekspertów, kto ich wybiera i według jakich kryteriów?  Przykładem takiej grupy ekspertów o są “Flu eksperci, znajomi króliczka” pani prof. mgr Lidii Brydak.

 


http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=4515&Itemid=53


http://www.polishclub.org/2012/10/22/dr-jerzy-jaskowski-znajomi-krliczka-czyli-flu-forum-2012-pani-prof-lidii-brydak-czesc-ii/




http://www.youtube.com/watch?v=wX4aVSlEF6k


http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=1429&Itemid=53

 

Następnie te setki milionów potencjalnie chorych, oszacowanych w w/w pracy, odnosi się do Polski. Ilu to Polaków może być chorych i co trzeba szybko zrobić, aby zapobiec chorobie. Jak się okazuje, tego typu działania wywierają odpowiedni efekt. Widać to wyraźnie na akcji szczepień przeciwko rzekomemu rakowi szyjki macicy. Akcji przeprowadzanej masowo przez samorządy.

 


http://www.pro-life.org.pl/2008/07/gardasil-18-przypadkw-miertelnych.html


http://truthaboutgardasil.org/


http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=1722&Itemid=53


http://www.polishclub.org/2012/09/27/dr-jerzy-jaśkowski-stawiam-na-tolka-banana-wirusa-zachodniego-nilu-pranie-mzgu-samorzadowcom-czesc-i/

 

O dziwo, w  żadnej  pracy, a zapoznałem się z ponad 100 artykułami na temat cukrzycy, opublikowanymi w Medycynie Praktycznej, nie znalazłem słówka, ani zdania, na temat profilaktyki cukrzycy. Nawet takie tuzy polskiej medycyny, jak profesorowie konsultanci, jako jedyny środek widzą szybkie badania poziomu cukru. Może się okazać, tak jak to przeprowadzili eksperci kardiologiczni, że norma poziomu cholesterolu, podawana we wszystkich podręcznikach medycznych do lat 90. ubiegłego wieku i wynosząca 250 mg, zostaje nagle obniżona do 100, ponieważ sprzedaż statyn była za mała. 

 


http://www.kontestacja.com/?p=episode&e=1782

 

Dodatkowo specjaliści stwierdzili, że aż 30 % społeczeństwa jeszcze nie wie, że choruje na cukrzycę pomimo, iż zwiększa ona ryzyko zgonu aż 3-krotnie. Jako przyczynę zachorowań na cukrzycę wymieniano otyłość, chorobę wieńcową, nadciśnienie, chorobę lipidową, a także u kobiet urodzenie dziecka o masie powyżej 4 kg.

I tutaj występuje problem. Wymienione przyczyny są objawami współistniejącymi, a nie czynnikami ryzyka. W ani jednej pracy nie podano zachorowań na cukrzycę w rozbicie na regiony, gminy etc. Czyli nie chodzi o wychwycenie czynników powodujących zachorowania ludzi, ale o straszenie i namawianie do sprzedaży leków. Dowodem bezpośrednim na powyższe twierdzenie jest fakt zajmowania się konferencjami “ naukowymi” przez  czasopisma o nazwie RYNEK ZDROWIA. Jak sama nazwa wskazuje, chodzi o handel, a nie pomoc chorym. Takie właśnie instytucje od 20 lat przejęły władzę nad polską i nie tylko służbą zdrowia. Instytucje handlowe nie tylko, że organizują rozmaitego rodzaju konferencje, ale przejęły wydawnictwa i wymusiły wprowadzenie systemu punktacji, zmuszającego młodych lekarzy do brania udziału w tym przedstawieniu.

Na przykład dniu 13 listopada Rynek Zdrowia opublikował sprawozdanie z dyskusji VIII Forum Rynku Zdrowia. Jakże wymowny to tytuł. Chodzi po prostu o handelek. I kto w nim bierze udział: sami specjaliści od leczenia. Na przykład pan doc. Grzegorz Dzida, konsultant wojewódzki z Lublina, wypowiada się na temat nowoczesnych terapii, jak sam twierdzi, znacznie droższych nie wymieniając powodu tego skoku ceny. Prof Waldemar Karnafel z Warszawy  także zaczyna od straszenia cukrzycą, podając kuriozalne dane: „Codziennie notujemy 260 zachorowań w skali kraju i 261 zgonów z powodu cukrzycy”. Jak widać, znajomość matematyki nie jest szczególnie mocną stroną pana profesora. Według niego rocznie umiera z powodu cukrzycy prawie 400 osób więcej, aniżeli zachoruje???

 


http://www.rynekzdrowia.pl/Pliki/122645.html
 
http://portal.abczdrowie.pl/eksperci/waldemar-karnafel

 

Inny profesor, Władysław Grzeszczak  z Zabrza, ma jedno zmartwienie, to mianowicie, że stosujemy stare z przed 60 lat leki, zamiast nowoczesnych – droższych. No i oczywiście ani słowa o możliwości wyleczenia chorego, a tylko o konieczności wprowadzenia insulin, czyli uzależnienia chorego od sprzedawcy. Pan profesor podaje, że obecne analogi insuliny i leki inkretynowe, ze względu na brak refundacji, są w Polsce dla zdecydowanej większości chorych na cukrzycę typu II poza zasięgiem finansowym, tylko mała garstka spośród dziesiątków tysięcy potrzebujących ich chorych, może sobie na nie pozwolić. Czyli znowu handelek w głowie. Ani słowa o przyczynach tego wzrostu zachorowań, ani słowa o profilaktyce. To co wyniesie z takiej konferencji młody lekarz?

 


http://pl.wikipedia.org/wiki/Władysław_Grzeszczak

 

Tymczasem przynajmniej najważniejsze przyczyny powstawania cukrzycy u chorych są znane od 70 lat, czyli od 3 pokoleń. Już w 1945 armia amerykańska w ramach Projektu Manhattan rozpoczęła “Program F”. Program ten realizowano w ramach Komisji Energii Atomowej -AEC. Jest to najbardziej obszerne studium oddziaływania fluoru na zdrowie człowieka. Studium to udowodniło ponad wszelką wątpliwość toksyczne działanie fluoru na centralny układ nerwowy. Znaczą część informacji utajniono pod pretekstem bezpieczeństwa narodowego. Obecnie, chcąc się wyzbyć zasobów tej trucizny, dodaje się ją do wszystkiego. Wbrew potocznej opinii o dobrej jakości polskiej nauki, w Polsce jeszcze w XXI wieku stomatolodzy podają dzieciom fluor pod pretekstem dbania o zęby. W każdej paście do zębów znajduje się toksyczny fluor. Fluoryzację wykonuje się bez zgody rodziców, nie informując ich o toksyczności tego związku. Do chwili obecnej ŻADEN PEDIATRA, KONSULTANT WOJEWÓDZKI, KRAJOWY NIE ZAPROTESTOWAŁ PRZECIWKO TAKIEMU TRUCIU DZIECI.

 

Czyli Towarzystwo Diabetologów nie prowadzi profilaktyki! DLACZEGO?

 


http://idb.nowyekran.pl/post/67097,wspolczesna-medycyna-dr-jerzy-jaskowski-cz-iii


http://narodowyszczecin.pl/index.php/archives/8684


http://grypa666.wordpress.com/2012/07/03/dr-jerzy-jaskowski-wspolczesna-medycyna/

 

Już 30 lat temu prof. M.Gumińska z Uniwersytetu Jagiellońskiego udowodniła związek pomiędzy zachorowaniami na cukrzycę, a nadmiarem fluoru w środowisku, na przykładzie skażeń w okolicach huty aluminium w Skawinie. Podobną zależność udowodniły prace Akademii Medycznej w Gdańsku w latach 90. ubiegłego wieku [ J.Jaśkowski i wsp.], o wpływie fluoru na cukrzycę, przeprowadzając badania skażenia środowiska przez Zakłady Nawozów Fosforowych, działające od 1982 roku, bez właściwych decyzji Urzędu Ochrony Środowiska. Największa dynamika zachorowań na cukrzycę wśród młodocianych wystąpiła w Gminie Pruszcz Gdański, położonej najbliżej składowiska materiałów toksycznych w Wiślince.

 


http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=6806&Itemid=53


http://gazetawarszawska.com/2012/07/01/dr-jerzy-jaskowski-wspolczesna-medycyna-2/


http://niepoprawni.pl/blog/2518/dr-jerzy-jaskowski-fluor-cichy-zabojca

 

Przeprowadzone w latach 1964-67 badania nad toksycznością odpadów niebezpiecznych, zwanych potocznie fosfogipsem, przez prof. Pautscha i wsp. z Akademii Medycznej oraz przez Politechnikę Gdańską, wykazały jednoznacznie neurotoksyczny, karcinogenny, mutagenny wpływ fosfogipsów na organizmy żywe. Pomimo takich wyników, władze administracyjne nie wprowadziły żadnych ograniczeń w sposobie produkcji wymienionych zakładów. Nie ograniczono emisji fluoru. Jeszcze w latach 90. w niektórych okresach stężenie fluoru w powietrzu wynosiło w Trójmieście ponad 1000 mg w 1m3, a w pobliżu Zakładów ponad 27 000 mg/m3. Po 1990 roku, nowe władze administracyjne lekceważyły wyniki wcześniejszych badań.

 


http://www.biology.ug.edu.pl/owydziale/historia/fpautsch.html

 

W okresie od 1990 r. do 2008 r. liczba nowych zachorowań na nowotwory w regionie pomorskim wzrosła odpowiednio z 3000 w 1990r,  do 17 500 nowych zachorowań i z 1500 zgonów do 5500 zgonów, w 2008r.

 


http://www.simpgda.pl/simpgda/pliki/fluor.pdf

 

Żadna z instytucji odpowiedzialnych za monitorowanie skażenia środowiska w minionym okresie ponad 20 lat, tj. Urząd Wojewódzki, Urząd Marszałkowski, konsultanci wojewódzcy z zakresu pediatrii, stomatologii itp., San-epidy, nie podejmowały działań, mających ograniczyć szkodliwość oddziaływania GZNF na środowisko. Jeżeli do tego dodamy stosowanie przymusowej fluoryzacji młodzieży i dzieci w szkołach oraz nagminne skażenie  społeczeństwa pastami zawierającymi fluor, to mamy jedną z podstawowych przyczyn odpowiedzialnych za powstawanie cukrzycy.

Wiadomo, że w czasie normalnego szczotkowania zębów dziecko może połknąć nawet do 5 mg fluoru, a dzienne zapotrzebowanie to 1 mg. [Ganowiak, Nabrzyski]. Nadmiar tego pierwiastka uszkadza właśnie m.in. trzustkę, kości itp.

O związku skażenia środowiska fluorem z występowaniem cukrzycy, chorób nowotworowych, obniżeniem IQ, [ dlatego stosowano fluor w obozach koncentracyjnych] pisali w swoich pracach w końcu lat 80. i początku lat 90. m.in.  M. Gumińska – Kraków, R.Machoy-Szczecin, J.Jaśkowski-Gdańsk, J.Namieśnik – Gdańsk, K.Leśnikowska-Osielska – Gdańsk, N.Ganowiak – Gdańsk, F.Nabrzycki – Gdańsk. Ilość polskojęzycznych publikacji dotyczących tematu przekracza setkę. Zdziwienie więc budzi fakt nieznajomości przez polskich diabetologów prawdziwych przyczyn  powstawania cukrzycy.

W tym czasie, tj. od 1994 do 2009 roku, przed sądami w Gdańsku toczyła się sprawa o zatruwanie środowiska przez Gdańskie Zakłady Nawozów Fosforowych. Zakłady te od 1982 roku pracowały bez stosownych zezwoleń i były jedynym “producentem” toksycznego fluoru w regionie pomorskim.

Jednakże sędziowie Marek Miastkowski sygn.akt IX GC 1465/95  i Marek Machnij, Ewelina Jokiel, Ewa Giezka sygn.akt IACa 312/06 [Sąd Apelacyjny w Gdańsku] nie widzieli w tym nic zdrożnego. W omówieniu wyroków uniewinniających wymieniony Zakład nawet nie ustosunkowali się do ekspertyz przeprowadzonych na zlecenie Zakładu, już w latach 1964-67, przez Akademię Medyczną i Politechnikę Gdańską. Owa oparta na wieloletnich badaniach ekspertyza wykazała jednoznacznie rakotwórcze, mutagenne działanie fosfogipsów zawierających znaczne ilości fluoru.

 


http://www.fluoridealert.org/wastenot414.htm


http://www.fluoridealert.org/deepwater.htm

 

· J.Jaśkowski et all. Stan zdrowia dzieci w Gminie Gdańsk. 1991r.

· J.Jaśkowski et all.: Dziecko w środowisku zagrożonym ekologicznie: materiały IX Konferencji Naukowej, Legnica, 2-3 czerwca, 2000

· Zagrożenie fluorozą mieszkańców wsi regionu pomorskiego,Med. Środ.2001; t. 4, nr 1, s. 81-82

Innym poważnym  błędem, występującym w informacji podawanej przez Medycynę Praktyczną, jest sugerowanie unikania jedzenia tłuszczu przez chorych na cukrzycę. Wygląda to tak, jak gdyby diabetolodzy zupełnie nie znali roli  hormonów leptynowych i ich związku z cukrzycą.

 


http://pl.wikipedia.org/wiki/Leptyna


http://www.eioba.pl/a/2quc/leptyna-i-insulina-hormony-decydujace-o-zyciu-i-smierci


http://portal.abczdrowie.pl/leptyna

 

Trzecim problemem, niedocenianym przez diabetologów w profilaktyce prowadzenia chorych z cukrzycą, jest stosunek do owoców. W owocach występuje głównie fruktoza. Metabolizm fruktozy jest zupełnie inny od metabolizmu glukozy. O ile glukoza w ilości [po przeliczeniu] co najmniej 6 łyżek jest niezbędna do pracy serca i około 9 łyżek niezbędnych do pracy mózgu i musi być dostarczana, o tyle fruktoza od razu zmienia się w tkankę tłuszczową. Poza tym, w profilaktyce cukrzycy istotną rzeczą jest unikanie wszelkiego rodzaju napojów, zawierających tzw. cukier fruktozowy, czy aspartam.

 


http://vitalia.pl/artykul589_Fruktoza-przyjaciel-czy-wrog.html


http://vimed.pl/2011/10/cala-prawda-o-fruktozie/


http://www.polishclub.org/2011/12/01/dr-jerzy-jaskowski-cukrzyca-stary-nowy-problem/

 

Nie wspomniano  w wymienionej publikacji, ani w żadnej innej, nawet o możliwości wspomagania chorych przez stosowanie witaminy K-2, znanej i opisywanej wielokrotnie jako środek, który może znacznie zmniejszyć objawy cukrzycy, a nawet doprowadzić do regeneracji trzustki. Z własnej praktyki zawodowej mogę stwierdzić, że podawanie witaminy K-2 łącznie z metforminą, pozwala na wycofanie się z insuliny. Takie postępowanie poprawia znacznie komfort życia, pozwala na unikanie zastrzyków i utrzymanie bardziej równomiernego poziomu glukozy we krwi.

 


http://www.naturalnews.com/GoogleSearchResults.html?q=vit+K2&cx=010579349100583850635%3Aw_kzwe9_yca&cof=FORID%3A11&ie=UTF8&sa.x=0&sa.y=0&sa=Search&siteurl=www.naturalnews.com%2F&ref=www.naturalnews.com%2F038041_public_schools_RFID_expelled.html&ss=1736j1512256j4

Nie wspomniano także ani słowem o roli witaminy D w leczeniu cukrzycy, szczególnie ważnej w naszej szerokości geograficznej.

 


http://www.mercola.com/article/vitamin-d-resources.htm


http://search.mercola.com/search/Pages/results.aspx?k=vit%20D


http://www.naturalnews.com/GoogleSearchResults.html?q=vit+D&cx=010579349100583850635%3Aw_kzwe9_yca&cof=FORID%3A11&ie=UTF8&sa.x=0&sa.y=0&sa=Search&siteurl=www.naturalnews.com%2F&ref=www.naturalnews.com%2F038041_public_schools_RFID_expelled.html&ss=2505j2467779j6

 

Diabetolodzy, centralnie indoktrynowani, od razu przechodzą do stosowana insuliny. Nawet glukometry otrzymują chorzy za darmo, tylko po to, aby potem wydawać majątek na paski do tych glukometrów. U narkomanów także pierwsza dawka jest za darmo!
No cóż,  ewentualne zmniejszenie liczby chorych, zmniejszenie zysków koncernów nie wchodzi w grę, przecież zaplanowano wzrost zysków, podobnie jak to było przed dwoma laty z ptasio/świńską grypą.

 

Ps.1 Dlaczego od 15 lat GUS nie publikuje danych, dotyczących zachorowań w rozbiciu na poszczególne powiaty? Przecież GUS utrzymuje się ze społecznych, naszych pieniędzy! Podział na powiaty jest oficjalnym, administracyjnym podziałem w jeszcze istniejącym [formalnie] kraju. Ktoś mu zakazał?

 

Ps.2 Drzewiej lekarze wymieniali uwagi na tematy medyczne na stronach branżowych wydawnictw. Od 20 lat brak polskich czasopism medycznych uniemożliwia taką wymianę. Jedynym sposobem poinformowania społeczeństwa jest internet.

 

Ps.3 Od  maja 2012 roku ginie w internecie cała masa publikacji – pojawia się tekst „strona terror” albo napisy “W twoim kraju zabronione”. No ale oczywiście żadnej cenzury nie ma!?

 

dr Jerzy Jaśkowski

 

 

jerzy.jaskowski@o2.pl