Z cyklu: Państwo istnieje formalnie.
dr J. Jaśkowski
„Pokaż mi swoich przyjaciół, a powiem ci, kim jesteś” - przysłowie staropolskie
Przed około dwoma tygodniami rozpętała się karczemna awantura z powodu opublikowania pracy dr hab. Sławomira Cenckiewicza, na temat agenturalnej działalności prof. W. Kieżunia. 
Generalnie, wygląda to na z góry przygotowaną i nakazaną akcję. Mniej więcej w tym samym czasie „Nasz Dziennik” opublikował artykuł mówiący o tym, że prawie 100% polskojęzycznej prasy jest wydawane przez wydawnictwa niemieckie. Abstrahując od tego, czy dany naród może się rozwijać bez własnych wydawnictw i prasy, to monopol wydawniczy wskazuje na odgórny nakaz.
Dodatkowo trzeba pamiętać, że już w 2009 roku generał wywiadu niemieckiego poinformował w liście otwartym, iż masmedia niemieckie aż do 2099 roku będą pod kontrolą USA. Stąd być może taki zmasowany atak Klubów Gazety Polskiej i samej Gazety na historyków. Przecież prof. W. Kieżuń pracował dla ONZ, tj. nieformalnego Rządu światowego pod przewodnictwem USA.
Trzeba także przypomnieć, że to właśnie pracownicy tzw. wyższych uczelni najbardziej  bronili się przed lustracją po 1990 roku. Podobnie zresztą jak dziennikarze i do dnia dzisiejszego nie wiemy, kto jest dziennikarzem, a kto pracownikiem oddelegowanym do pracy w dziennikarstwie.
W tej sytuacji zastanawia takie nagłaśnianie przez prasę, ten hurrrrra potępiający głos o targaniu świętości, sprawy bądź co bądź po prawie ćwierćwieczu, zupełnie nieaktualnej. Czyżby znowu chodziło o odwrócenie uwagi na przykład od ciężkiej sytuacji ekonomicznej tego wesołego baraku nad Wisłą [Pietrzak]? Chociażby w rodzaju przygotowanej skokowej inflacji?
Czy też kryją się za tym, jakieś potajemne rozmowy, mające na celu wmanipulowanie  naszego kraju w awanturę ukraińską?
O tym, że takie rozmowy się niewątpliwie odbywają, świadczy kampania przeciwko złemu Putinowi i Rosji, prowadzona przez wszelkiej maści masmedia. W jednym szeregu tej kampanii staje „Gazeta Wyborcza”, „Gazeta Polska”, czy „Nasz Dziennik”. Tak więc, w tym zakresie przynajmniej, powoli się wyklarowuje się, kto jest kim.
Sprawa byłaby marginalna, ale znajomy podrzucił mi książkę, wydaną przez wydawnictwo Poltext w 2012 roku, pt. Patologia Transformacji, autorstwa W. Kieżunia.
Książka jak książka, nic nowego nie podaje, co by nie było w minionym 25-leciu nie opublikowane. Generalnie sprowadza się do tego, żenas po prostu okradziono, w majestacie prawa, na podstawie tzw. planu Sorosa – Sachsa, w wykonaniu L. Balcerowicza.
Sprawę powiązań wyjaśnia motto książki: „Ostrość krytyki jest wyrazem odpowiedzialności i miłości……” Autorem jest nie kto inny, tylko znany powszechnie profesór wszech nauk Władysław Bartoszewski.
Czy trzeba coś jeszcze dodawać?
Na tej samej stronie prof. W. Kieżuń cytuje jeszcze Gazetę Wyborczą i innego twórcę transformacji, prof. W. Michała Kuleszę.
No cóż, każdy pracownik ONZ jest internacjonalistą. A zostać nimi mogą tylko wybrańcy, akceptowani przez układy polityczne.