Bitwy u progu wskrzeszenia Polski. 
Z cyklu: „W-140 Listy do Wnuczka”

 

dr J. Jaśkowski

 

 

Celare fraudem fraus est.
Co się przekłada: ukrywanie oszustwa jest oszustwem!
[rzymska maksyma prawna]

 

Rokitna. cz.III

 

Ciąg dalszy listu Marka A. Dunin-Wąsowicza:

 

     Konflikt pomiędzy naszymi zaborcami był od pokoleń marzeniem wszystkich tych, którzy chcieli niepodległej Polski. Wiadomym było, że ten, kto pozyska serca Polaków obiecując im wolność i suwerenność, w znacznym stopniu zwiększy swoje szanse na zwycięstwo. Gra wywiadów toczyła się o to już od dawna – od rewolucji 1905 roku w Rosji, a może i dłużej. Nie tylko same działania służb wywiadowczych, ale i polityka państw zaborczych skierowana na przeciągane na swoją stronę, przekupstwo, większa autonomia, miały spowodować  opowiedzenie się Polaków po jednej, bądź po drugiej stronie. Tak się jednak nie stało, polityka zaborców doprowadziła jedynie do podziału narodu polskiego (ale skąd my to znamy: jedni do Sasa, drudzy do Lasa…,podobnie jest i dzisiaj…).
My pomimo, że doskonale wiemy, jakie są nasze przywary, z uporem powtarzamy te same błędy. Niestety znają je też nasi wrogowie i do perfekcji nauczyli się je wykorzystywać do własnych celów i potrzeb. W czasach pokoju może nie jest to zbytnio odczuwalne, ale w czasie wojny o tyle groźne, że stawia nas Polaków po przeciwnych stronach barykady, byśmy walczyli przeciwko sobie.
Pomimo, że tyle razy w historii uderzyło nas to wielkimi nieszczęściami, daniną przelanej krwi, a nawet utratą niepodległości nie potrafimy, lub nie chcemy się zmienić. Dla pocieszenia dodam, że nie są to cechy tylko nasze, ale i większości Słowian, co z powodzeniem wykorzystywało już Imperium Rzymskie. Mam jednak cichą nadzieję, że w czasach obecnych nie pozwolimy się wymanewrować i nie damy się złapać na „stare chwyty” naszych nieprzyjaciół. Gdy rozpoczęła się rzeź nazwana później I Wojną Światową, Polacy byli podzieleni, jedni popierali Państwa Centralne, drudzy stali po stronie Ententy. Aby przedstawić rozmiar tragedii, przytoczę parę liczb. W czasie I Wojny Światowej do armii zaborczych wcielono 3,4 mln żołnierzy polskiego pochodzenia (armie: austro-węgierska 1,4 mln; rosyjska 1,2 mln; niemiecka 800 tysięcy). W czasie I Wojny Światowej (nie licząc ofiar cywilnych) zginęło, zaginęło, lub umarło w szpitalach z ran i chorób 530 tysięcy Polaków (armie:austro-węgierska 220 tys., rosyjska 200 tys., niemiecka 110 tys.).
Co innego jest być wcielonym przymusowo w tzw. kamasze, a co innego iść na ochotnika z własnej woli. Każda armia chce mieć jak najwięcej ochotników, ponieważ są to najlepsi żołnierze i dokonują często tego, co wydaje się być niewykonalnym.
W przedwojennym wyścigu o polskie serca Austro-Węgry wyprzedziły Rosję dwukrotnie.
Po pierwsze, na parę lat przed wojną dały ciche przyzwolenie na formowanie się polskich ochotniczych oddziałów paramilitarnych, a nawet im w tym pomagały.
Po drugie, z chwilą wybuchu wojny pozwoliły otwarcie na tworzenie oddziałów czysto polskich ze wszystkimi konsekwencjami (tzn. z językiem polskim, polskimi znakami na sztandarach, polskim umundurowaniu i z polskimi dowódcami). Rosjanie się spóźnili, choć z chwilą rozpoczęcia wojny mieli w swoich szeregach 600 tys. polskich żołnierzy, to dopiero pod koniec października 1914 roku zaczęli tworzyć oddziały polskie, ale często z rosyjskimi oficerami, ich mundury właściwie nie różniły się od rosyjskich (poza małymi dodatkami), językiem urzędowym był język rosyjski i tylko rozkazy pozwolono wydawać po polsku.
 Po pierwszych sukcesach na początku wojny, kontratak rosyjski sprawił, że wojska państw centralnych, w tym austriackie z naszymi legionami były w odwrocie. W nocy z 3 na 4 września 1914 roku wojska rosyjskie wkroczyły do Lwowa, zajęły również Brzeżany. Armie rosyjskie podchodzą pod Kraków. Twierdza w Przemyślu po 173 dniach obrony i dwukrotnym oblężeniu poddaje się 23 marca 1915 roku. Klęska Rosjan na Mazurach oraz zaciekłe boje w Galicji i w Karpatach powstrzymują jednak ich ofensywę. 2 maja 1915 roku do kontrataku przechodzą Państwa Centralne i po zwycięskiej bitwie pod Gorlicami prą dalej na wschód. 3 czerwca 1915 roku odbijają twierdzę Przemyśl.
W południowym odcinku frontu ofensywa z nad Prutu na Chocim, 6 dnia załamała się nad rzeką Rokitnianką, który stanowił przedwojenną granicę Bukowiny z Besarabią. 2-gi i 3-ci pułki piechoty II brygady legionów, nacierające w 2 kolumnach spod Rarańczy na Ryngacz, w ramach XI-go korpusu austriackiego, 13 czerwca po 24 godzinnym szturmie około godziny 10-tej rano, rażone ogniem działowym i karabinowym z umocnionej linii wzgórz Rokitna – Mohila zaległy w dolinie rzeki Rokitnianki na drugim jej brzegu – po stronie rosyjskiej.
W tym czasie, sąsiadująca z II brygadą od północy 42 dywizja piechoty austriackiej pod naporem rosyjskiej kontrofensywy wychodzącej od Sankowiec, wycofuje się na Toporowce, a porażka sąsiadującej od południa austriackiej grupy Papp’a pod Rewkowcami, odsłoniła jej prawe skrzydło. Dowódca XI-go Korpusu gen. Korda, widząc jedyny ratunek w II brygadzie legionów, domagał się od niej pomocy dla zagrożonej 42 dywizji i sam zjawił się na odcinku legionowym koło południa. Sytuacja wymagała jak najszybszego opanowania wzgórza Rokitna, flankując nieprzyjaciela atakującego na Austriaków.
W tej sytuacji, w sztabie pułkownika Kütnera dowodzącego II brygadą legionów, powstała koncepcja wprowadzenia na pole walki nowego czynnika – kawalerii, której akcja mogłaby zmienić szybko zastój w natarciu i przyczynić się do poderwania własnej piechoty lewego skrzydła. Miała to być szarża, forma walki nie stosowana w ubiegłych bojach karpackich, a w danej sytuacji niezwykle ryzykowna. Pułkownik Kütner był przesądny, uważając 13-go za dzień dla siebie pechowy, nie chciał osobiście wydać rozkazu szarży, pozostawiając to w gestii swojego szefa sztabu – kpt Vagasza.  Dywizjon ułanów II brygady, biwakujący pod zrujnowanym folwarkiem Bucz, zaalarmowano już rano i od godziny 11-tej stał w pogotowiu bojowym nieopodal sztabu brygady. Powracający z lazaretu rotmistrz Zbigniew Dunin-Wąsowicz, na wiadomość o mającej nastąpić szarży około 12.30 udał się do sztabu brygady wezwany przez kpt. Vagasza, który daje mu rozkaz zdobycia okopów pod Rokitną szarżą konną. Piechota ma iść w ślad za ułanami, artyleria ma wesprzeć natarcie.
 Według relacji samych uczestników szarży dowódca, po krótkiej rozmowie z szefem sztabu Vagaszem, powrócił podniecony. Rozkazał żywo: „Na koń!” i z miejsca poprowadził szwadrony kolumną czwórkami ostrym kłusem, wzniesieniem prowadzącym w dolinę rzeczki Rokitnianki. Do granicy dochodzą dopiero po około 10 minutach pokonując dystans od 2 do 3 km. W drodze do rzeki rotmistrz wysyła patrol na ubezpieczenie lewego skrzydła. Po sforsowaniu przeszkody wodnej dzieli dywizjon wysyłając drugi patrol w stronę lasku i zostawia w rezerwie 3-ci szwadron, a sam na czele 2-go szwadronu w sile 63 szabel kieruje się w stronę wiatraka, gdzie zaległa atakująca wcześniej piechota legionowa. Po minięciu swojej zaskoczonej piechoty, 2-gi szwadron wspina się na wzgórze i będąc w odległości mniejszej niż 800 kroków od pierwszych pozycji rosyjskich, rotmistrz Zbigniew Dunin-Wąsowicz galopem rozpoczyna właściwą szarżę…
  Czy miała ona szanse powodzenia? Myślę, że tak. Jeśli szans by nie było, to rotmistrz ataku w taki sposób by się nie podejmował, lub szybko zmienił by jego formę. Rotmistrz Dunin-Wąsowicz nie był typem kawalerzysty, który bez zastanowienia gotów jest zawsze wystrzelić, jak korek z butelki szampana. Na podstawie historii bojowej 2-go szwadronu łatwo dowieść, że stanowił inny typ psychologiczny, raczej refleksyjny. Pod Cucułowem w październiku 1914 roku wstrzymuje już puszczoną w ruch szarżę, by przerzucić ułanów do walki pieszej. Spostrzegł bowiem, że działający samodzielnie na tyłach wroga szwadron, prowadzi na całą brygadę kozacką rozwiniętą na błoniu. Prawdziwy zawodowiec jak On jednak nie przypuszczał, że informacja o gotowej do natarcia i czekającej tylko na jazdę piechocie, którą otrzymał od kpt. Vagasza, jest fałszywa, a rozkazy dla piechoty dopiero wyszły ze sztabu brygady, że ktoś „zadbał” o to, aby szybko nie dotarły na czas. Porucznik Wesołowski – oficer ordynansowy II brygady legionów, wysłany ze sztabu brygady z rozkazem ataku do dowódcy kolumny, płk. Zygmunta Zielińskiego, zamiast skoczyć konno – poszedł pieszo… Za to rozkaz wstrzymania szarży do 3-go szwadronu (który rotmistrz pozostawił sobie w rezerwie) dotarł galopem akurat wtedy, gdy 2-gi szwadron najbardziej potrzebował wsparcia rezerw. A co najgorsze, czego rotmistrz Dunin-Wąsowicz nie spodziewał się nawet w najczarnieszym koszmarze, zbombardowała go własna, bardzo celna artyleria…
Według wiadomości „krążących” po szarży, kpt. Vagasz skierował szarżę zagłębieniem terenowym, obchodzącym od północy wzgórza Rokitny i wychodzącym na flankę rosyjskich pozycji (Czy byłaby to jeszcze szarża? Czy może „tylko” długie 4-5 kilometrowe obejście z flanki pod masakrującym ogniem wroga, strzelającego do odsłoniętych na długim dystansie polskich ułanów, jak do kaczek? A jeśli szarża, to skierowana na co? Na lasek?), rtm. Wąsowicz jakoby przeciwstawiał się, uważając to za niekorzystne z powodu widoczności całej tej drogi ze stanowisk nieprzyjaciela. Wówczas szef sztabu miał uczynić cierpką uwagę. Na co krewki i ambitny dowódca dywizjonu wskoczył na konia, porwał za sobą szwadrony i rzucił się najkrótszą drogą na wroga, atakując okopy z frontu.
Czy te „krążące wiadomości” nie były tylko próbą usprawiedliwiania się dowództwa, by zatuszować sprawę opóźnień w rozkazach i w konsekwencji skierowania ognia artylerii na swoją szarżującą kawalerię? Czy tłumaczenie się artylerii, że wzięła polskich ułanów za rosyjskich kozaków jest w tym świetle wiarygodne?
Czy cała ta kaskada błędów była dziełem przypadku, nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności, czy ściśle zaplanowanym działaniem? Odpowiedzi na te pytania oraz dlaczego tak się stało, powinniśmy poszukać w Wiedniu, a może w Londynie…
  Jaki los po szarży, z której cudem uszedł z życiem przygnieciony przez własnego konia, spotkał Bolesława Dunin-Wąsowicza? Ranny zostaje przewieziony do szpitala w Wiedniu, po czym jako rekonwalescent trafia do sanatorium ufundowanego przez Lanckorońskich w Ober Sankt Veit. W uznaniu zasług i gorliwości został mianowany przez Główną Komendę Legionów chorążym 1-go pułku ułanów. Po powrocie na front przez 3 lata pełnił obowiązki adiutanta majora Juliusza Ostoja – Zagórskiego dowódcy 2-go, a dalej 1-go pułku ułanów (brat generała Włodzimierza Ostoja – Zagórskiego). W 1918 roku ożenił się i w stopniu porucznika przeniósł się do 9-go pułku piechoty, z którym walczy pod Rawą Ruską i Stanisławowem. Wysłany do stron rodzinnych dowodząc kompanią, posiłkowaną oddziałem żandarmerii odpiera zaciekłe ataki przeważających sił ukraińskich pod Litiatynem prące na Brzeżany, lecz pod ich naporem musiał się cofnąć. Dnia 18 czerwca 1919 roku Ukraińcy rozpoczęli atak na górę Łysonię nad Brzeżanami, skąd raz odparci, ponowili atak dzień później pod komendą sotnyka Hawryluka, w którego oddziale służyło wielu brzeżańskich uczniów – Rusinów.
Łysonię tym razem obsadził ze swoją kompanią i przez cały dzień bronił porucznik Bolesław Dunin – Wąsowicz. Naoczni świadkowie opowiadali jak bez osłony i jawnym lekceważeniem życia uwijał się po okopie, zagrzewając innych do wytrwania. Proszony by się oszczędzał odpowiedział: „wszystko jedno i tak jedna kulka dziś dla mnie przeznaczona”…. i go nie minęła… Zginął przed wieczorem na posterunku, bohaterską śmiercią – ugodzony kulą w głowę. Polacy zaczęli się w pośpiechu cofać zostawiając na miejscu ciało zabitego porucznika. Po odparciu wojsk ukraińskich młoda żona usiłowała odnaleźć ciało. Pomimo mozolnych poszukiwań, ciała poległego porucznika nigdy nie odnaleziono. Został na górze, u której stóp ongiś w domu ojca swego, majora szambelana Wąsowicza na Adamówce, stała jego kołyska. Góra Łysonia i Zwierzyniec nad Brzeżanami stały się ogromnym cmentarzyskiem dla 30 000 żołnierzy poległych w czasie I Wojny Światowej, a wśród nich leży spowity snem wieczystym porucznik Wojsk Polskich Bolesław Dunin-Wąsowicz, uczestnik bohaterskiej szarży pod Rokitną, poległy w obronie swego rodzinnego miasta.

 

  Wieczna cześć i pamięć Tym, co oddali życie za naszą ojczyznę Polskę i Tym co:
                   „Padli na polach Rokitny.
                    Ku największej Polski chwale!”
 
 *  Opracowanie to dedykuję wszystkim obrońcom Polski i licznym Duninom, którzy przez wieki nie szczędzili swojego życia i krwi dla Jej dobra. Poświęcam je także śp. Pawłowi Kosinie, wspaniałemu człowiekowi i niezapomnianemu Nestorowi naszego Rodu, bez którego zapału i pracy tekst ten by nie powstał.
        Królewski gród Jajce (BiH)
              Styczeń 2017
                   Marek A.Dunin-Wąsowicz

 

„Nasz Wąsowicz, chłop morowy,
Zbił Moskali w Cucyłowej.

 

Odznaczył się szwadron drugi,
Wrażej krwi on przelał strugi.

 

Myśmy w opłotkach stanęli,
Na Moskwę ogniem plunęli.

 

Kozacy ku nam pognali,
Lecz ognia nie wytrzymali.

 

Rotmistrz stał na środku drogi,
Z pistoletu prażył wrogi.

 

Armaty basem śpiewały,
Lecz śmiał się z nich szwadron cały.

 

Dwie godziny bitwa trwała,
Jest z niej dla szwadronu chwała.

 

Więc kto chce rozkoszy użyć,
Niech w ułany idzie służyć.”[2][4]

https://pl.wikipedia.org/wiki/Pie
śń_Szwadronu_Wąsowicza
SZARŻA POD ROKITNĄ
Rady Starego Dochtora.
Zmniejszyć ból można za pomocą odpowiednich rękoczynów. Pamiętam 75-letniego chorego, któremu ortopedzi zaproponowali operację kręgosłupa szyjnego z powodu bolesności, obrzęku i niemożliwości poruszania prawą ręką. Ręka po prostu zwisała na dół. Po 6 tygodniach odpowiednich masaży chory zaczął poruszać ręką, a o 8 tygodniach powróciła sprawność. Chory żyje do dnia dzisiejszego i nie ma kłopotów z kończynami.
Poza tym, w celu zwalczania dolegliwości bólowych kręgosłupa stosowaliśmy przezskórne elektrostymulacje. Zazwyczaj wystarczały wykonywane codziennie stymulacje 20 – 30 minutowe przez okres 4-7 dni.
Dodatkowo można wspomóc zwalczanie bólu, szczególnie przewlekłego, stosując nalewki, lub napary z imbiru, kurkumy, boswelli, wiesiołka, czarnej porzeczki, czy ogórecznika i wierzby.
Należy także wyeliminować z diety produkty wysoce przetworzone, produkty zawierające chlorowcopochodną fruktozy, utrzymywać poziom witaminy D w granicach 50 – 70 ng.
Gda. 10. VI . 2017 r.
Gda, 07.VII. 2017r.
 kontakt:jerzy.jaskowski@o2.pl