Z cyklu: „ S- 144, 52 stan”
dr J. Jaśkowski
Pamiętaj: to nie większość stanowi prawdę
To prawda powinna tworzyć większość.
Klub Bilderberga stanowi stały temat tzw. spiskowych teorii. Prawda o tej instytucji  jednak  coraz częściej wypływa na wierzch.
Przypomnę, w 1954 roku książę Holandii Bernhard zorganizował spotkanie wybranych osób w celu, jak to powiedziano, przedyskutowania ważnych tematów. Spotkanie odbyło się w Hotelu Bilderberg i stąd nazwa.
Książę był mężem królowej Beatrycze. Uprzednio był podpułkownikiem, czy pułkownikiem SS w tzw. Dywizji Konnej SS [elitarna grupa „doradców” do spraw specjalnych], a po wojnie jednym z dyrektorów CIA. Generalnie do matury wychowywał się w Księstwie Poznańskim, w miejscowości Wojnowo koło Sulechowa. Czyli gwiazda międzynarodowa. W latach 70. ubiegłego wieku zamieszany w aferę zakupu samolotów firmy Lockheed. Była to pospolita afera łapówkarska tyle, że chodziło o miliony dolarów. Nelson Mandela wnosił o wyjaśnienie roli WWF w Afryce, zarzucając temu Funduszowi współfinansowanie reżimu apartheidu. Fundusz WWF jest prowadzony przez byłych agentów SAS na terenach tzw. Parków Narodowych, a w rzeczywistości obszarów zawierających bogactwa kopalne.
Z bardziej przyziemnych rzeczy był ks. Bernhard ojcem dwu córek, pozamałżeńskich jednej w Paryżu, a drugiej w USA, ot takie skoki na boki. Oczywiście wszystko dla dobra i chwały Holandii.
Spotkania tej grupy ludzi odbywają sie systematycznie co roku. Na spotkaniach starsi i mądrzejsi pouczają uczestników, co w nadchodzących czasach będzie się odbywało i co mają w swoich krajach przygotować. Mówiąc krótko, zaproszeni uczestnicy otrzymują wytyczne, czyli procedury do realizacji, w ściśle określonym terminie w swoich krajach. Jak się taki osobnik sprawdza, to zostaje zaproszony na kolejne spotkanie. Opłaty są dosyć wysokie, ale członkostwo w takim Klubie bardzo się opłaca, jeżeli ma się oczy zakryte, uszy zamknięte i kieszenie szeroko otwarte.
Wybrani uczestnicy spotkania pilnują potem realizacji otrzymanych procedur w swoich państwach. Za dobre wykonanie poleceń awansują nie tylko politycznie, ale przeważnie dodatkowo ekonomicznie.
Ostatnie takie spotkanie Klubu Bilderberga miało miejsce 01/02 czerwca 2017 roku w Wirginii. Spotkanie było półtajne. Prasa je praktycznie przemilczała. Spotkanie trwało 4 dni. Udział wzięło 131 uczestników z 21 krajów, tylko z Europy i Ameryki Północnej. Na spotkanie zaproszono  osoby z kierownictwa Goldman Sachs, kierownictwa banku HSBC oraz BP.
Jak powiedziałem, jest to dziwna organizacja, bowiem pomimo szeroko nagłaśnianego problemu równości płci, udział wzięło tylko 25% kobiet oraz całkowity był brak ludzi o innym kolorze skóry. No, ale to detal dla maluczkich.
W spotkaniu, które odbywało się ok 48 km od Białego Domu, udział wzięło także kilku najbardziej zaufanych doradców p. Prezydenta Trumpa, tj. sekretarz Wilbur Ross, szef Bezpieczeństwa Narodowego p.HR MacMaster oraz Peter Thiela - twórca Paypala. Był także szef spółki dominującej Google p.Eric Schmidt. Z osób ważnych lub nawet bardzo ważnych był król Holandii, syn założyciela Klubu – Wilhelm Aleksander, szef Grupy Finansowej Cartyle Group – p. David Rubenstein i były dyrektor CIA – p. John Brennan. Jako rzekomo przedstawiciel Polski figuruje Radek Sikorski, ale jako wykładowca Harwardu. Czyli mamy problem, to Harvard jest w Polsce? Czy też p. Radek Sikorski posiada również inne obywatelstwo?
Czym się głównie zajmowano na tym tajnym spotkaniu? Komunikat prasowy jest bardo lakoniczny:
administracją Trumpa,
handlem transatlantyckim,
dyrektywami dla Unii Europejskiej,
globalizacją,
wojnami informacyjnymi,
Bliskim Wschodem, czyli Syrią i Irakiem, Iranem,
problemami atomowymi,
Chinami.
Tak więc życie toczy się obok nas, ponieważ te polskojęzyczne media nie przekazały żadnej istotnej informacji na temat toczących się obrad. A nie jest ważne, kto został zaproszony, o wiele ważniejsze jest kto był wykładowcą na poszczególnych salach. Niestety, ta informacja nie wyciekła do prasy.
Ze spraw nas interesujących, ważne jest zakuwanie w karby społeczeństw na całym globie. Otóż jednym z podstawowych założeń przyjmowanego systemu jest zbiorowość. Jak można zauważyć, zawsze sie powołuje komisję, grupę ekspertów i w sposób bezimienny podejmuje decyzje obowiązujące już jako prawo.
Proszę zauważyć, w ustawach jest podane, że każdy obywatel, który ukończy określone, przewidziane prawem studia, może prowadzić działalność zawodową. Okazuje się, że niezupełnie. Starsi i mądrzejsi wpadli na pomysł wprowadzenia licencji, czyli specjalnych dodatkowych pozwoleń na wykonywanie określonych prac.
Już prof. Kotarbiński przed wielu laty powiedział, że w więzach organizacji prawdę diabli wezmą. Obserwujemy to obecnie w całej okazałości właśnie w postaci licencji. Licencje wprowadzono w prawie, medycynie, budownictwie itd.
Licencje wymagają jednak istnienie króla. Proszę zauważyć: piractwo było zawsze karane gardłem, ale jeżeli taki pirat dogadał się z królem, to otrzymywał licencję, czyli glejt i stawał sie korsarzem, czyli legalnym piratem. Oczywiście musiał swoją dolę odpłacać królowi. Zwykle było to ok. 50% łupu, tak jak to dawniej było w prawie rzymskim. Dowódca legionu otrzymywał 50% łupów ze zdobyczy. Najlepiej licencję przedstawiają filmy Jamesa Bonda agenta 007 z licencją na zabijanie. Zupełnie podobnie jest obecnie.
Przykładowo w medycynie. Jeżeli wypełniasz tzw. procedury,  to nawet jak chory umiera niepotrzebnie, to jesteś ok. Ale jeżeli robisz coś inaczej i koncerny farmaceutyczne mogą stracić, to od razu odzywają sie rozmaite organizacje typu Izby Lekarskie i chcą ciebie pozbawić prawa wykonywania zawodu. A co to znaczy: „zgodnie z procedurą”?
Otóż np. akupunktura, czy homeopatia jest jak najbardziej uniwersytecką medycyną czy to w krajach anglosaskich, czy to w Chinach czy Japonii. Czyli sytuacja jest taka: nieważne, co nazywamy medycyną naukową, ważne co rozumie przez to aktualny aparatczyk danej organizacji.
Przykładowo: dr Hamankiewicz, aktualnie przewodniczący NIL, nie mając zielonego pojęcia o homeopatii, poprzez sądy stara się o wykreślenie jej z kart uniwersyteckich. Oczywiście robi to za pieniądze członkowskie. Dlatego systematycznie podnoszone są składki członkowskie. Wiadomo, procesy kosztują. Piszę świadomie „nie mając zielonego pojęcia”, ponieważ nie ma żadnych publikacji tego Pana na temat homeopatii, czy też akupunktury, i oczywiście wielu innych specjalizacji.
Cała sprawa z licencjami na leczenie zaczęła się od tow. Rockefellera, który zorganizował konsorcjum medyczne zwane American Medical Association. Na podobnej zasadzie działa American BAR Association. Nikt nie może zostać sędzią w tym wolnym kraju, kto nie jest członkiem BAR.
Od początków istnienie historii pisanej żaden lekarz nie działał w oparciu o jakoweś licencje. Przez 300 lat Ameryki nie było licencji i medycyna się rozwijała. Dopiero wprowadzenie licencji i procedur spowodowało zablokowanie rozwoju medycyny. Oczywiście opłacane trolle powiedzą, że jak to, przecież mamy takie sukcesy w operacjach, nowych lekach.
Tak to są sukcesy, ale gazetowe. Prasa masowej dezinformacji od wielu lat trąbi o zwycięstwie w walce z rakiem, ale wyniki są dokładnie odwrotne. Obecnie już nawet oficjalnie mówi się o przegraniu walki z rakiem. Obecne metody, tj. chemio i radioterapia przyspieszają zgony chorych i to prawie 4-krotnie.
Ten najpotężniejszy kraj, jakim bez wątpienia jest USA, wydający na zbrojenia 711 miliardów dolarów, czyli więcej, aniżeli 12 pozostałych, kolejnych państw razem wziętych, ma nadumieralność kobiet białych w wieku 40 lat. Kobiety kolorowe, nie korzystające z pomocy oficjalnej medycyny, żyją znacznie dłużej. Ten wspaniały kraj ma najgorszy współczynnik umieralności niemowląt wśród tzw. krajów przemysłowych. Badania przeprowadzone przez nas na jednym z cmentarzy w Gdańsku wykazały, że średnia życia to ok. 50 lat, czyli tyle samo co w średniowieczu. Podobno tylko 10 % mężczyzn dożywa do emerytury. Gdzie jest więc ten postęp medycyny?
Oczywiście mamy poza tym urzędowe statystyki, ale proszę zauważyć, że przestały być publikowane. Nigdzie nie można zdobyć otwartych danych o umieralności na poszczególne choroby w poszczególnych gminach, czy nawet powiatach. A jak ustalić zależność trucia ludności przez określone koncerny, głównie krajów zachodnich, będące w Polsce? Czyli jak cukiernik zrobi lody nie takie i parę osób ma biegunkę, to się go karze, ale jak koncern truje setkami, czy tysiącami, to nic się nie dzieje. A przecież rak sam nie powstaje!
To Ministerstwo Rolnictwa dopuszcza do sprzedaży rakotwórcze pestycydy, czy herbicydy. To Ministerstwo nie wiadomo dlaczego zwane Zdrowia, nie wprowadza do programów akademickich przedmiotów np. medycyna środowiskowa, czy ekotoksykologia.
Nawet jak dostało ponad 20 lat temu pierwszy w Polsce podręcznik  pt. Zarys Ekotoksykologii [J.Namieśnik, J.Jaśkowski], to nie wyraziło zainteresowania. A niby w jakim celu uczyć Roboty Biologiczne sposobów trucia społeczeństwa. Jeszcze by chcieli leczyć. Przecież jeszcze na początku lat 90. istniała lista 80 największych trucicieli przemysłowych. Po sprzedaży, czyli oddaniu tych zakładów w ręce kapitału obcego, Ministerstwo Środowiska szybko zlikwidowało listę trucicieli.
Sam musisz domyśleć się Dobry Człeku, jakie tu mechanizmy zadziałały.
Przymus stosowania procedur przez rozmaitego rodzaju instytucje, czy Izby, jest z natury rzeczy niemoralny i niezgodny z prawem.
Po pierwsze, jeżeli wszyscy musza wykonywać to samo i tak samo, to nie ma żadnej konkurencji. I już widzimy skutki takiego postępowania. Chora umiera na podłodze izby przyjęć i wszystko jest zgodne z procedurami. Takie jest tłumaczenie.
Powinien powstać podobny urząd do tego, jaki zajmuje się jakością sprzedawanych towarów, np. kosiarek, czy telewizorów. Skąd lekarz ma wiedzieć, jaka metoda leczenia jest lepsza, jeżeli od 30 lat żaden szpital onkologiczny nie opublikował wyników leczenia? Ile osób przeżyło rok, ile 3, ile 10 lat? Ilu wróciło do pracy, a ile jest na rencie?
Obecnie  po 1989 roku wprowadzony system ma jeden cel: krótko mówiąc, okraść społeczeństwo z pieniędzy. W tym celu wprowadzono vat, jako łapówkę dla urzędników. Proszę zauważyć, najpierw aktorzy sceny politycznej podnoszą podatki. Następnie nie widomo, kto i na jakiej podstawie, ustala procedury. A pieniądze za sprzedane procedury wędrują do prywatnych kieszeni konsorcjów zachodnich. Oczywiście jakieś łapówki pozostają w kraju. Przecież nawet FBI szukało łapownictwa w Polsce. Nie jestem gołosłowny. Oto przykład. Okręgowa Rada Lekarska w Gdańsku w osobach: dr Roman Burzyński i lek. dentysta Dariusz Kutella, postawili mi zarzut i „powołali komisję w celu wydania opinii o przygotowaniu zawodowym lek. Jerzego Jaśkowskiego. Przyczyną powołania komisji były informacje prasowe dotyczące antyszczepionkowej aktywności lek. Jerzego Jaśkowskiego”.
Po pierwsze nie ma lek. Jerzego Jaśkowskiego, jest doktor nauk medycznych Jerzy Jaśkowski specjalista drugiego stopnia.
Po drugie, a od kiedy to i na jakiej podstawie Izba cenzuruje artykuły medyczne, ba, nawet nie artykuły, ale „informacje prasowe”? Od pół roku usiłuję dostać odpowiedź na to proste pytanie i cisza. Ale także od 5 lat żaden z członków Izby nie podał do publicznej wiadomości swoich powiązań z koncernami farmakologicznymi…
I to chyba jest podstawa tej aktywności jej aparatczyków. Piszę wyraźnie „aparatczyków”, ponieważ po cichu przyznali sobie wynagrodzenie bez zatwierdzenia i przegłosowania przez Walne Zgromadzenia. I pomimo hasła o przejrzystości i braku konfliktu interesów, powiązania są utajniane
David Robinson 30 czerwca 2017 r.
Gda.17.VII.2017 r.